Czy faktycznie tydzień różnicy was zbawi? Nie widze sensu rozdrabniania na dwie części. Nie mamy ani tak dużo ani jakiś strasznie trudnych egzaminów, więc jeden obszerniejszy nas by nie zbawił. Jeżeli ktoś zacznie się uczyć dostatecznie wcześnie jest w stanie to napisać, żeby się dobrze przygotować tak naprawde wystarczą 2 tygodnie. Karne większość zaliczy w maju na zerówkach, cywil jest 1 czerwca, więc tez jest sporo czasu na nauke, takie zaliczenia jak etyka, logika, nauka administracji nie licze, bo materiał nie jest ani obszerny ani jakoś wybitnie trudny. Między cywilem a administracyjnym jest 15 dni wolnego, więc spokojnie można się tego nauczyć. Osobiście nie uśmiecha mi się dwa razy pisać z tego samego przedmiotu, zwłaszcza, że jest on jednym z tych, które nie należą do zbyt wciągających i najchętniej jak najszybciej by się odłożyło książki.
Druga sprawa, przypuścmy, że byłby podział na dwie części to w jaki sposób stawiana by była ocena, ze średniej, z liczby punktów? Piszac jeden egzamin jest większe prawdopodobieństwo, że jak podwinie się nam noga w jednym to można nadrobić innymi pytaniami.Gdyby były dwa egzaminy i dwie oceny to np.może się komuś nie udać i z jednego dostanie 2, to może potem Święcki liczyć, że skoro jedno jest nie zaliczone to może być całe niezaliczone, niewiadomo co mu do głowy wpadnie, albo stwierdzi, że w tym przypadku, gdy jedno jest zaliczone drugie nie, to z tego nie byłaby poprawka.W sytuacji, gdyby pisać jeden test, to gdyby coś nie tak poszło, to i tak liczy się ogólna punktacja i jest większa szansa, że się zda. Po co kusić los i kombinować.
Dla tych, którzy zamierzają zrobić ściąge, bądź bezposrednio sciagać od innych to w przypadku dwóch egzaminów, kiedy jeden ma się odbyć na ćwiczeniach, będzie cieżko porozumiewać się.
Ci, którzy chcą się nauczyć to zrobią to bez problemu i nie potrzebują rozdzielania materiału.
Więc zastanówcie się, czy wolicie dwa razy męczyc się z tym materiałem, czy lepiej napisać raz i mieć święty spokój
